Spotkanie z Panią Beatą Tadlą

Kochani!

To nie jest łatwy czas, wszyscy przeżywamy teraz trudności, ale wierzę, że to przejściowe i już niebawem znów będziemy cieszyć się spotkaniami z przyjaciółmi, wyjazdami z najbliższymi, znów będziemy się do siebie uśmiechać, a maseczki nie będą tego uśmiechu zasłaniać. W tych dniach warto odwołać się do wspomnień i ja często tak robię, ponieważ wszystko, co przeżyłam, każde moje doświadczenie, każdy mój sukces i porażka to coś, co stworzyło mnie dzisiejszą. A z kryzysów – choć może brzmi to dziwnie – zawsze rodziły się w moim życiu najlepsze rzeczy.

Pochodzę z Legnicy, dorastałam w czasach, w których granice też były zamknięte, choć z innego powodu niż pandemia… Taki wtedy panował ustrój, ale to na pewno znacie z lekcji historii. Byliśmy odcięci od zachodniego świata, o którym tylko słyszeliśmy z opowiadań lub widzieliśmy na zagranicznych filmach. Marzyliśmy, aby tak, jak amerykańskie nastolatki móc jeść pyszne słodycze, pić coca-colę, chodzić do świetnie wyposażonych szkół czy sklepów, w których niczego nie brakuje. Te marzenia stały się wspólnotą mojej generacji, czyli ludzi, którym teraz blisko do pięćdziesiątki. Zebrałam te doświadczenia w książce „Pokolenie 89, czyli dzieci PRL w wolnej Polsce”. Zachęcam Was do lektury.

Jako mała dziewczynka wiedziałam, że będę występować w telewizji. Miałam być aktorką albo prezenterką. Stawałam przed ogromnym lustrem i mówiłam: Dobry wieczór państwu, nazywam się Krystyna Loska i zapraszam państwa na dziennik telewizyjny. (Pani Loska była wówczas gwiazdą telewizji, po latach miałam okazję ją poznać i było to dla mnie wielkie przeżycie). Lubiłam szkołę, byłam dobrą uczennicą. Ukończyłam też szkołę muzyczną w klasie fortepianu. Nade wszystko pociągały mnie jednak szkolne przedstawienia, brałam udział chyba we wszystkich! Kiedy byłam w liceum, już po przemianach demokratycznych z roku 1989, zaczęły powstawać pierwsze komercyjne rozgłośnie radiowe. Tak się stało także w moim rodzinnym mieście. Zgłosiłam się na casting i… tak zaczęła się moja medialna przygoda oraz droga do telewizji. Byłam ambitna (nadal jestem!), dlatego w połowie lat 90. przeniosłam się do Warszawy. Najpierw pracowałam w Radiu Eska, potem w Radiu Plus. Wciąż marzyłam o telewizji. Początki w stolicy były bardzo ciężkie. Nikogo tu nie znałam, byłam zdana wyłącznie na siebie. Praca pochłonęła mnie bez reszty. Któregoś dnia pojawiła się okazja, by rozpocząć współpracę z TVN24, najpierw jako redaktor. Po pewnym czasie otrzymałam propozycję nagrania próbnego przed kamerą. Byłam przeszczęśliwa! Nagranie się udało, a ja zostałam rzucona na głęboką wodę i zaczęłam prowadzić pierwsze programy. To był dla mnie czas niezwykłego rozwoju, najważniejsza szkoła dziennikarstwa, jaką można sobie wyobrazić. Po latach przyszła propozycja z TVP. Tam też mogłam się sprawdzać w wielu nowych formatach i stawiać czoło nowym wyzwaniom. I poprowadziłam Wiadomości (zwane niegdyś Dziennikiem Telewizyjnym), a więc spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa! Wam też tego życzę. Nigdy nie przestawajcie marzyć, bo to wyznacza życiu cel. A smak spełnionego pragnienia zostaje do końca życia, sprawia, że stajemy się silniejsi. I uśmiechajcie się dużo! Bądźcie dla siebie dobrzy i wierzcie, że nie ma rzeczy niemożliwych.